Pacjenci Kociego Szpitalika

Każdego roku trafia do nas kilkadziesiąt kotów specjalnej troski. To koty po wypadkach, niepełnosprawne, z wadami wrodzonymi, skrajnie zaniedbane (na granicy przeżycia), bardzo wiekowe albo raptem kilkutygodniowe.
Każdy z nich potrzebuje szczególnych względów. Takie koty mieszkają w fundacyjnym szpitaliku lub w domach tymczasowych – zależy, gdzie jesteśmy w stanie zapewnić im lepszą opiekę.

Wszystkie koty z Fundacji – także te nie w pełni sprawne – można adoptować. Wierzymy, że na każdego kota gdzieś na świecie czeka jego własny dom, a fundacyjna kociarnia nie powinna być miejscem, gdzie koty mieszkają na stałe.

Koty szczególnej troski to także koty, które generują ogromne koszty weterynaryjne. Wie to każdy kociarz, którego podopieczny choć raz chorował – każda wizyta u weta, leki, kroplówki, zabiegi chirurgiczne, immunostymulatory, opatrunki… A jeśli takich kotów jest kilkadziesiąt, a poza nimi – pod naszą opieką są też dziesiątki kotów zdrowszych (w kociarni) i kotów wolnożyjących (dokarmianych przez zaprzyjaźnione karmicielki) – łatwo sobie wyobrazić, jak ogromne są to koszty.

Koty specjalnej troski, koty w kociarni i koty wolnożyjące – wszystkie one utrzymywane są tylko i wyłącznie dzięki darczyńcom. Dlatego tak ważne jest dla nas Wasze wsparcie i dlatego prosimy Was o pomoc. Pomóc można jednorazową darowizną – klik – lub ustawiając stałe zlecenie przelewu, choćby na niewielką kwotę – informacje tutaj. Każda złotówka się liczy! Warto też dołączyć do akcji fundowania kotom obiadów – #CATeringStones – klik.

Poniżej przedstawiamy niektóre z naszych szpitalikowych kotów.

Burasia

Buraska przeżyła wypadek, po którym nie otrzymała pomocy. Przez kilka miesięcy żyła z bólem i dyskomfortem podczas poruszania.

Nie mamy wątpliwości, że kotka kiedyś miała dom i opiekuna. Jest niesamowicie kontaktowa, bardzo garnie się do ludzi. Nie mamy pojęcia co się wydarzyło, że wylądowała na ulicy. Musiała nauczyć się przetrwać, a sądząc po liście jej urazów na pewno nie było łatwo, za to było dużo bólu i cierpienia.

Oko ze zrostem i blizną po urazie rogówki, bardzo silna kulawizna spowodowana złamaniem miednicy oraz uraz kręgosłupa, który grozi uciskiem na rdzeń kręgowy…

W pierwszej kolejności konieczne było zajęcie się miednicą, bo uraz powodował ból. Niestety, stare złamanie nie nadawało się do rekonstrukcji. Wyglądało to tak, jakby kość udowa została z dużą siłą wbita w miednicę łamiąc ją. Mogło to być wynikiem zarówno upadku z niezabezpieczonego okna lub balkonu, jak i uderzenia przez samochód. Doktor wykonał dekapitację główki kości udowej. Ulga była widoczna od razu. Choć świeżo po operacji, już na drugi dzień zaobserwowałyśmy, że Burasia porusza się o wiele sprawniej, jest radosna i o wiele weselsza. Kilka dni po operacji kotka zaczęła rehabilitację pod okiem Justyny, zoofizjoterapeutki Sprawne Łapy.
Operacja łap to dopiero pierwszy krok. Następny będzie kręgosłup.

Burasię wirtualnie wspiera: Paula Kawalerska


Anemik

Anemik siedzi w naszym Szpitaliku od jesieni 2018 roku. Jest jednym z najtrudniejszych w diagnostyce przypadków z jakimi mieliśmy do czynienia.

Dzięki zaangażowaniu lekarzy z dwóch klinik weterynaryjnych i dwóm transfuzjom krwi, udało się wyprowadzić kota ze stanu krytycznego. Po kilku miesiącach już wiemy, że nigdy nie uda się wygrać z chorobą.

Kot ma problem na poziomie immunologii: cierpi na niedokrwistość autoimmunohemolityczną. Poziom krwinek czerwonych umożliwiający funkcjonowanie narządów i życie kota możemy utrzymać tylko dzięki podawaniu leków sterydowych.

To jednak nie wszystkie problemy Anemika. W jego woreczku żółciowym, tuż przy ujściu przewodu żółciowego znajduje się kamień. To bardzo rzadka przypadłość u kotów. Nerki Anemika nie są w najlepszym stanie. Nie ma jeszcze żadnych objawów niewydolności, ale obraz usg wykazuje już wyraźny stopień degeneracji nerek. Długotrwała niedokrwistość i leki sterydowe, od których zależy życie Anemika przyczyniają się do dalszego niszczenia ich struktury.

Anemik nie jest kotem proludzkim i boi się nas, ale jesteśmy w stanie wykonać przy nim wszystkie konieczne dotąd zabiegi bez znieczulenia.

Patrząc na niego nigdy byście nie pomyśleli, że może być tak bardzo chorym kotem. Jest dobrze odkarmiony, ma piękne futerko, zaczyna mu już doskwierać uwięzienie w klatce, zaczepia kocice przez kratki, odzywa się do innych kotów. A nadal nie wiadomo ile czasu dla niego zyskaliśmy.

Anemika wirtualnie wspiera: kotka Zatoichi ze Skierniewic


Teodor

Teodor przeszedł u nas dwie operacje, najpierw składanie połamanej miednicy, potem amputację łapki. Biedny był, ale już następnego dnia rano po zabiegu amputacji zastałyśmy zdemolowaną klatkę i kota szarpiącego za kratki: „Dlaczego jestem znowu zamknięty?”

Obiecałyśmy mu, że zrobimy wszystko, żeby nie miał już więcej takich przejść, a ostatnie z większych przeżyć, które go jeszcze czeka to przeprowadzka i aklimatyzacja we własnym domu. Takim z prawdziwego zdarzenia, z kochającym i odpowiedzialnym człowiekiem, który nie narazi kota na błąkanie się po ulicach miasta i po wypadku nie udzieli pomocy.

Teodor ma cudowny charakter, lata za człowiekiem jak piesek, jest niesamowicie kontaktowy i wielki z niego pieszczoch. Doskonale dogaduje się również z kotami i jest w stosunku do nich bezkonfliktowy. Świetnie dogada się z innym, młodym kotem skorym do zabaw, jednak niekoniecznie z typem bardzo przebojowym, który może się zapomnieć w zbyt intensywnej zabawie w zapasy.

Teodor trafił do nas po wypadku komunikacyjnym z połamaną miednicą oraz zerwanym splotem barkowym, przez co musiał mieć amputowaną przednią łapkę. Miał też stare, źle zrośnięte złamanie kości udowej sprzed kilku miesięcy – po tamtym wypadku nie otrzymał pomocy.

Teodora wirtualnie wspiera: Kinga B.


Zezolec

Zezolec został złapany na kastrację w miejscu, w którym nigdy go wcześniej nie widziano, pojawił się nagle i znikąd. Miał „dziwne”, zaropiałe oko i to przeważyło o szybkiej, pięciominutowej akcji „dawaj łapiemy”.

Po dwóch dniach okazało się, że Zezolec to super miziak. Obeszliśmy całe osiedle, podzwoniliśmy po organizacjach, nikt nic nie wie, nikt go nie szuka. Zezol lubi koty, z psami jest w stanie się dogadać albo tolerować. Jest strasznym strachajłem i musi minąć kilka chwil zanim się oswoi ze zmianami, ale kiedy już to zrobi to nawet termometr w zadzie nie przeszkodzi mu, żeby wystawić brzuch do głaskania na stole weterynaryjnym…. ;-) Taki z niego przyjemny gość.

Wydaje się być spokojnym kotem, lubiącym drapanie, towarzystwo innych zwierząt i myszki z kocimiętką.

Kocur został wykastrowany i zaszczepiony, FIV/FeLV ujemny. Czekamy na konsultację okulistyczną, która zadecyduje czy kocurek będzie miał korektę chirurgiczną powieki.

Zezolca wirtualnie wspiera: Mruczek i Sindi z Żar


Poniżej przedstawiamy parę historii kilku byłych pacjentów Kociego Szpitalika.

Pchełka – kotka niewidoma, bez fragmentu tylnej łapki.
Radzi sobie świetnie, zobaczcie: klik.
niewidoma kotka


Snajper – kot postrzelony z wiatrówki, który cudem przeżył i żyje z cudem uratowaną łapą.
Poznaj jego historię – klik.
Snajper


Chrupka – kotka ze złamanymi 4 łapkami i ogonkiem. Jest samodzielna, ale nigdy nie będzie sprawna – za późno ją znalazłyśmy.
Przeczytaj o Chrupce tutaj.
Chrupka


Kesz – kotka z rakiem w uszach, nieoperacyjnym nowotworem odbytu i guzem na listwie mlecznej. Dlaczego walczymy? Bo czuje się dobrze, ma doskonały apetyt i po po prostu – chce żyć.
kesz

Koty specjalnej troski, które leczyły się w naszym szpitaliku w roku 2013 możecie zobaczyć tutaj (album na facebooku), a w roku 2014 – tutaj. Kilka kotów z początku roku 2015 można też podejrzeć tutaj.