Pacjenci Kociego Szpitalika

Każdego roku trafia do nas kilkadziesiąt kotów specjalnej troski. To koty po wypadkach, niepełnosprawne, z wadami wrodzonymi, skrajnie zaniedbane (na granicy przeżycia), bardzo wiekowe albo raptem kilkutygodniowe.
Każdy z nich potrzebuje szczególnych względów. Takie koty mieszkają w fundacyjnym szpitaliku lub w domach tymczasowych – zależy, gdzie jesteśmy w stanie zapewnić im lepszą opiekę.

Wszystkie koty z Fundacji – także te nie w pełni sprawne – można adoptować. Wierzymy, że na każdego kota gdzieś na świecie czeka jego własny dom, a fundacyjna kociarnia nie powinna być miejscem, gdzie koty mieszkają na stałe.

Koty szczególnej troski to także koty, które generują ogromne koszty weterynaryjne. Wie to każdy kociarz, którego podopieczny choć raz chorował – każda wizyta u weta, leki, kroplówki, zabiegi chirurgiczne, immunostymulatory, opatrunki… A jeśli takich kotów jest kilkadziesiąt, a poza nimi – pod naszą opieką są też dziesiątki kotów zdrowszych (w kociarni) i kotów wolnożyjących (dokarmianych przez zaprzyjaźnione karmicielki) – łatwo sobie wyobrazić, jak ogromne są to koszty.

Koty specjalnej troski, koty w kociarni i koty wolnożyjące – wszystkie one utrzymywane są tylko i wyłącznie dzięki darczyńcom. Dlatego tak ważne jest dla nas Wasze wsparcie i dlatego prosimy Was o pomoc. Pomóc można jednorazową darowizną – klik – lub ustawiając stałe zlecenie przelewu, choćby na niewielką kwotę – informacje tutaj. Każda złotówka się liczy! Warto też dołączyć do akcji fundowania kotom obiadów – #CATeringStones – klik.

Poniżej przedstawiamy niektóre z naszych szpitalikowych kotów.

Krzywi

Poznajcie historię Krzywych. Krzywi są doskonałym przykładem tego, że koty sobie nie poradzą, że w świecie zdominowanym przez człowieka musimy sprawować kontrolę nad ich populacją – leczyć, kastrować, dokarmiać tam, gdzie nie ma wystarczających zasobów.

Koty żyły na rozległym, spokojnym terenie starej fabryki. To był cud, że zostały wypatrzone przez pana Błażeja. Cud, który zaważył o tym, że dostały szansę na ratunek. Obydwa koty są upośledzone ruchowo, a kotka była w stanie krytycznym, zagłodzona niemal na śmierć. Nie udało nam się jej złapać od razu i nie wierzyłyśmy, że kotka doczeka kolejnej próby, następnego dnia. Jej stan był dużo gorszy od stanu kocura. Ważyła tyle, co kociak, będąc już dojrzałą kocicą.

Obydwa koty były w tragicznym stanie. Wyrudziałe, zarobaczone, anemia, kocurek fiv +, kotka fiv/felv ujemna, ale z poważną infekcją wirusową górnych dróg oddechowych. Obydwa koty zagłodzone.

Kocurek na szczęście od razu zaczął odjadać i powoli wraca do formy, jednak stan kotki nadal stoi pod znakiem zapytania. Z powodu wirusa i ogólnego wyniszczenia, bardzo trudno nam było sprawić, by zaczęła samodzielnie jeść, anemia uniemożliwiała intensywne kroplówkowanie.
Kotka ma przekrzywiony łepek, chodzi chwiejnym krokiem. Kocurek ma uraz kręgosłupa, widoczny na RTG, co kilka kroków „łamie go w pół” i zarzuca na bok. Nie mamy pojęcia czy winne są temu wady wrodzone, choroba, zły człowiek, czy „zwykły” wypadek.

Po kilku tygodniach pobytu pod naszą opieką Krzywi wypięknieli, przybrali na wadze, futerka mają błyszczące i coraz bardziej czarne zamiast wyrudziałych.
Krzywy ma przepukliny kręgosłupa uciskające rdzeń kręgowy. Funkcjonuje, choć ma wyraźne problemy motoryczne. Jednak operacja jest na tyle ryzykowna, że aktualna wersja to: raczej nie. Jest kotem zdziczałym, na zdjęciu widać jak nas lubi: „Stawiaj to żarcie i spadaj”.

Krzywa przybrała z 1,7 na 2,6 kg. Jest bardzo drobna i ta zmiana jest odczuwalna dotykowo, nie czuć już samych kosteczek. Futerko jeszcze tylko miejscami podrudziałe. Charakter doskonały; kotka trzpiotka, przytulak, miziak.
Od początku niepokoiły nas pewne objawy ze strony nerek Krzywej. Kolejna diagnostyka wykazała wadę genetyczną (do potwierdzenia badaniem histopatologicznym). Szansa na dom drastycznie spadła, niemal do zera, a jednak zdarzył się cud i kotka została adoptowana!!!!! :)

Te biedne koty zdążyły się już tyle wycierpieć, staramy się zrobić wszystko, co w naszej mocy, by miały jeszcze szansę zaznać beztroskiego życia.

Kontakt: tel. 698 175 160, e-mail: kontakt@fundacjakot.pl
Krzywego wirtualnie wspiera: kotka Czesia


Trikolorka

Czy warto wydać 9000 zł na jednego kota?
Stanęłyśmy teraz przed taką decyzją i nie mamy najmniejszych wątpliwości, że warto. Wskazanie do kosztownej operacji neurochorurgicznej – jest, przeciwskazań – nie ma. Ryzyko oczywiście jest, jak przy każdej narkozie i operacji – mamy tego świadomość.

Problem dotyczy przepięknej, miłej, około rocznej trikolorki, która pochodzi z niedawno kastrowanego przez naszą fundację stadka. Wszystkie koty z tego miejsca udało się zabezpieczyć i żaden nie wrócił na wolność. Trikolorka została w Kocim Szpitaliku na dalszą diagnostykę – ma zaburzenia równowagi i zdarza jej się przewrócić.
Kotka miała wykonaną tomografię z kontrastem. Ma przepuklinę kręgosłupa w odcinku lędźwiowym. Jest to wada wrodzona, operacyjna. Wymaga kosztownej ingerencji neurochirurgicznej.

Zdarza się, że kiedy trafia do nas kot ze świeżym urazem, nie ma czasu na gromadzenie funduszy. Krwawiący kikut urwanej łapki, pęknięte narządy wewnętrzne po wypadku czy świeże złamanie operuje się od razu.
W tym przypadku musimy postąpić z rozwagą. Oczywiście najlepiej byłoby nie zwlekać z operacją. Taka przepuklina jest trochę jak bomba, zwłaszcza u młodej, szalonej kotki, która niewiele sobie z tego robi. Jednak nie możemy porwać się na taki koszt bez pokrycia.

Jeśli uważacie, że pomoc takiemu kotu ma sens – pomóżcie prosimy! Ona ma szansę na zupełnie normalne, długie życie.
Koszt diagnostyki (rtg + tk z kontrastem) wyniósł 1600 zł; koszt operacji wyniesie 7000 zł).
Prosimy o wsparcie i udostępnienia zbiórki: https://zrzutka.pl/mb8nbx

Trikolorkę wirtualnie wspiera: Kasia z Daszą i Dimą z Torunia oraz Iwona C.


Gacek

Ten sympatyczny chłopak to 6-7 letni kocurek żyjący dotychczas na działkach. Wpatrzony w człowieka bystrzak, który kombinował, co tu zrobić, żeby przegonić inne koty.

Jakiś czas temu bystry Gacek zaczął odskakiwać od miski, pojawiła się gęsta ślina, futerko już nie było takie wymyte, a on sam zmizerniał – tuż przed zimą.
Nie trzeba było długo szukać, żeby znaleźć winowajcę stanu Gacka. Chłopak miał popsute zęby. Pani doktor usunęła mu wszystkie, co do jednego. Zabieg przeszedł w narkozie wziewnej – w badaniach krwi parametry nerkowe były delikatnie przekroczone, ale chuchamy na zimne i z takimi bystrzakami obchodzimy się wyjątkowo delikatnie. Kocurek miał wykonane też testy, niestety jest FIV+ (aktualnie bezobjawowy).

Po zabiegu Gacka zabezpieczyła karmicielka i zadbała o jego rekonwalescencję, z którą też nie było łatwo. Chłopak bardzo źle zniósł pierwsze dni po zabiegu, myśleliśmy, że się nie podniesie. Totalny strajk głodowy i brak sił do życia. Kilka dni kroplówek i leków i bystrzak znowu ma swój błysk w oku.
Czarnuszek aktualnie mieszka w garażu karmicielki. To nie jest miejsce dla takiego kochanego kota, ale schronienie zdecydowanie lepsze od wolności lub długoterminowego siedzenia w klatce kennelowej. Jego karmicielka bardzo chciałaby uniknąć wypuszczenia go z powrotem na wolność. Gacek nie wybrzydza, śpi na rurach grzewczych, grzecznie czyści miseczki, a na samą myśl o głaskaniu i kolanach zaczyna wyrabiać ciasto. To fajny przyjemniaczek, idealnie byłoby, gdyby jakimś cudem znalazł dom, normalny dom, nie garaż. Prosimy.

Diagnostyka i leczenie Gacka kosztowały 1300 zł. w trakcie leczenia załapał się dodatkowo na kontrolę okulistyczną – miał cystę na powiece. Prosimy o wsparcie zbiórki: https://www.ratujemyzwierzaki.pl/czarnygacek

Prosimy też o podpytanie znajomych, czy by nie chcieli przygarnąć takiego fajnego Gacka. :-) To dojrzały kocurek, który większość dnia będzie wylegiwał się przy kaloryferze, a jak już przyjdzie wieczór to razem z pańciem będzie oglądał ulubiony serial przy kocyku i kubku herbaty z miodem. Gacek ma dobre plany, tylko musi znaleźć się ktoś, kto pomoże w ich realizacji.
Polecamy chłopaka! Jest w Toruniu, ale domu szuka na terenie całej Polski.
Do adopcji na jedynaka.

Gacek wirtualnie wspiera: Julia z Krakowa


Burasia

Burasia z podtoruńskich działek pewnego dnia pojawiła się u swojej karmicielki z zakrwawionym kikutem tylnej łapy.
Koteczka jest po operacji amputacji łapy i kastracji. Apetyt jej dopisuje i nie mamy problemów z przemycaniem leków w jedzeniu.
Pozostałe 5 kotów z tego miejsca złapała nasza wolontariuszka Natalia i one również są już po zabiegach kastracji.

Burasię wirtualnie wspiera: Martyna B.


Trikolorka

Kotka przeżyła bolesny wypadek, niestety nigdy nie dowiemy się jaki, miała połamaną miednicę. Jest już po operacji zespolenia miednicy. Doktor oceniał jej uraz na świeży, stan ogólny był zły: wychudzona, wygłodniała, z infekcją górnych dróg oddechowych. Na szczęście rokowania są dobre, operacja, leczenie i rekonwalescencja postawią ją na nogi.

Jest oswojona, łagodna, nie ma jeszcze roku. Po leczeniu będzie szukała domu stałego.

Trikolorkę wirtualnie wspiera: Marlena W. z Torunia


Rudy

Rudy trafił do nas na kastrację, jego opiekunka zasygnalizowała, że kocur dziwnie się ślini. Diagnostyka wykazała, że zęby kocura są w tragicznym stanie. 17.03.2022 miał sanację jamy ustnej, doktor usunęła mu wszystkie zęby.
Chłopak na początku był bardzo wystraszony, potrafił się odprężyć jedynie w towarzystwie człowieka. Teraz to uroczy rozkoszniak lubiący mizianki i zabawę wełnianą myszką, nie potrafi odkleić się od człowieka.

Rudego wirtualnie wspiera: Tasia i Kagi


Kocurek

Kocurek wprowadził się do piwnicy w czyimś domu. Miał przyjechać na kastrację, ale jego opiekunka zauważyła, że kot ma biegunkę. Diagnostyka ostatecznie doprowadziła do tropu o podłożu immunologicznym, jednak kot bardzo słabo reaguje na jakiekolwiek leczenie. Ten problem jest przewlekły, a dodatkowo nerki kota są niewydolne. Ich obraz usg jest gorszy niż wyniki krwi i od początku obserwujemy, że kot bardzo duże pije.
Kocurek póki co ma dobry apetyt i zaczyna niecierpliwić się, że jest zamknięty w klatce.
A my nie wiemy co mamy mu powiedzieć.
Szykuje mu się dożywocie w kociarni. Kolejny nieadopcyjny, nieuleczalny, przewlekle chory.
Nie wygląda to dobrze.


Poniżej przedstawiamy kilka historii wybranych byłych pacjentów Kociego Szpitalika.

Czarny dzikusek spod Torunia – złamanie kręgosłupa między kością krzyżową, a odcinkiem ogonowym. Konieczna była amputacja ogona, wysoko, z szyciem „na plecach”.


Kruszyna

Mała kruszyna, na której widok po prostu łamało się serce. Koteczka nie jest kotem, który pojawił się nagle. Tym smutniejsza jest jej historia, na oczach mieszkańców wsi marniała z każdym kolejnym dniem.

Ma około dwóch lat, a w dniu przyjęcia ważyła o połowę mniej niż nasza ośmiomiesięczna Łyska. Tylko 1,6 kg zrudziałe futerko powlekało same kości.

Kotka miała owrzodzoną rogówkę oka, na czubku głowy i poliku miała ropiejące rany. Malutka dzielnie walczyła, miała wzorowy apetyt, pozwalała wszystko przy sobie zrobić. Oko udało się uratować, jednak nie zachowało swoich funkcji.


Anemik

Anemik trafił do nas na jesieni 2018 roku, pod koniec 2019 został przeniesiony do pomieszczenia w kociarni. Był jednym z najtrudniejszych w diagnostyce przypadków z jakimi mieliśmy do czynienia.

Dzięki zaangażowaniu lekarzy z dwóch klinik weterynaryjnych i dwóm transfuzjom krwi, udało się wyprowadzić kota ze stanu krytycznego. Po kilku miesiącach już wiedzieliśmy, że nigdy nie uda się wygrać z chorobą.

Kot miał problem na poziomie immunologii: cierpiał na niedokrwistość autoimmunohemolityczną. Poziom krwinek czerwonych umożliwiający funkcjonowanie narządów i życie kota mogliśmy utrzymać tylko dzięki podawaniu leków sterydowych.

To jednak nie wszystkie problemy Anemika. W jego woreczku żółciowym, tuż przy ujściu przewodu żółciowego znajdował się kamień. To bardzo rzadka przypadłość u kotów. Nerki Anemika też nie były w najlepszym stanie. Nie miał żadnych objawów niewydolności, ale obraz usg wykazuje już wyraźny stopień degeneracji nerek. Długotrwała niedokrwistość i leki sterydowe, od których zależy życie Anemika przyczyniają się do dalszego niszczenia ich struktury.

Anemik nie był kotem proludzkim i bał się nas, jednak po kilku miesiącach pobytu zaczął nas akceptować, by w końcu stać się kotem łasym na pieszczoty.
Patrząc na niego nigdy byście nie pomyśleli, że mógł być tak bardzo chorym kotem.
W lutym 2022 roku Anemik odszedł.


Opek

Kocur trafił do nas na diagnostykę i kastrację. W testach wyszedł FIV+.
Chłopak miał na opuszku łapy narośl, która utrudnia mu chodzenie. Doktor Ania z Vet-Med Toruń pobrała wycinek na badanie histopatologiczne – wyszło plazmocytarne zapalenie opuszek.Po diagnostyce i wielotygodniowej kuracji objawy plazmocytarnego zapalenia opuszek ustąpiły. Korzystając z pobytu w naszym Szpitalu, kocur załapał się jeszcze na wizytę u dentysty – usuwanie kamienia i wyrywanie kilku zębów.
Plazmocytarne zapalenie opuszek może nawracać, trzymajcie mocne kciuki, by tak się nie stało.


Uszatek

Uszatek, kocurek działkowy z polipem w uchu. Doktor musiał wyciąć całego polipa od strony ucha, w lipcu 2020 roku kocurek miał kontrolną tomografię, a w sierpniu i wrześniu dodatkowe badania otoskopem – na szczęście kolejna operacja nie była potrzebna, polip nie odrasta. Polip został wysłany do badania histopatologicznego, nie jest nowotworem. Uszatek ma fiv+, na szczęście, że nie wpłynęło to na jego rekonwalescencję.
Na jednym ze zdjęć Uszatek ma zszyte powieki – to naturalny opatrunek na lekkie uszkodzenie rogówki. Zmiany widoczne na prawym oku były stare i nie można już nic z nimi zrobić.


Pchełka – kotka niewidoma, bez fragmentu tylnej łapki.
Radzi sobie świetnie, zobaczcie: klik.
niewidoma kotka


Snajper – kot postrzelony z wiatrówki, który cudem przeżył i żyje z cudem uratowaną łapą.
Poznaj jego historię – klik.
Snajper


Chrupka – kotka ze złamanymi 4 łapkami i ogonkiem. Jest samodzielna, ale nigdy nie będzie sprawna – za późno ją znalazłyśmy.
Przeczytaj o Chrupce tutaj.
Chrupka


Burasek

Nie zdążył jeszcze przeżyć roku, a już zdążył zostać postrzelony w brzuch i potrącony przez samochód… W wypadku złamał tylna łapę. Koszmarne, otwarte złamanie, przy samej nasadzie kości, w stawie kolanowym. Przemieszczenie kości udowej było bardzo duże, jej odprowadzenie do właściwej pozycji między przykurczonymi mięśniami, zajęło dużą część operacji chirurgicznej.
Kocurek pozbierany z ulicy trafił do podtoruńskiej lecznicy weterynaryjnej, która chciała udzielić mu pomocy, jednak gmina nie wyraziła zgody na sfinansowanie tego przypadku, sugerując eutanazję. Młody kociak, w bardzo dobrej kondycji ogólnej, FIV/FeLV ujemny.

Burasek nie należał do najtrudniejszych pacjentów, ale był  trochę niecierpliwy i denerwował go gips. Niestety takie usztywnienie było konieczne do utrzymania delikatnej konstrukcji w obrębie kolana. Był bardzo dzielny i szczęśliwie doczekał końca leczenia. Poza połamaną nogą musieliśmy zająć się uszkodzoną wątrobą, być może również wskutek wypadku.


Durszlak

„Durszlak” to kocurek odłowiony na kastrację, po złapaniu kota okazało się, że ma brzydkie rany na głowie. Konieczne było ich oczyszczenie i założenie szwów. Podczas rekonwalescencji w Kocim Szpitaliku kocurek pokazał, że jest przyjaznym kotem i dołączył do grona stałych podopiecznych Fundacji.


Smok – Kocurek z zwichniętą żuchwą

Kocurka potrącił samochód. Kot dostał w głowę i doszło do paskudnego zwichnięcia żuchwy. Został pozbierany z drogi przez przejeżdżającego pana, leżał przed domem pewnej pani, ta widząc go z okna wcale nie zareagowała. Bardzo to smutne.

Doktor musiał ustabilizować staw żuchwowo – skroniowy za pomocą drutu, co uniemożliwia otwarcie paszczy i jedzenie. Kocurkowi została tylko niewielka przestrzeń na karmienie strzykawką.
Bardzo się bałyśmy obsługi tego kota, dorosły, wyrośnięty, młody kocur. Nic nie było wiadomo na jego temat – czy jest zdziczały, obsługiwalny, czy będzie się bronił i atakował nas łapami.

Przez pierwsze 3 doby był oszołomiony i dostawał tylko kroplówki. Potem zaczęłyśmy pierwsze próby karmienia. I wiecie co – poszło to naprawdę dobrze. Udało się wypracować system. Kot się bał, ale od początku współpracował, a potem sam zaczepiał nas i wołał, dając wyraźny znak, że to już pora karmienia. Szczękuś jest proludzkim, towarzyskim zwierzakiem. Bardzo fajny kot, który bardzo szybko znalazł nowy dom.


Burasek II

Burasek z toruńskich działek, pewnego dnia przyszedł i nie stawiał łapki. Niestety powodem było koszmarne złamanie. Pacjent był bólowy, miał ataki szału, spowodowane potwornym bólem. Niezapomniany widok, coś strasznego. Na szczęście po kilku dniach leczenia ból zaczął mijać, a kot zrozumiał, że chcemy mu pomoc – od tego momentu świetnie się z nami dogaduje i jest w pełni obsługiwalny.


Silver

Silver zupełnie znikąd pojawił się pod blokiem Dominiki. Okazał się być bardzo proludzkim mruczkiem, który kiedyś z pewnością musiał mieć dom – dosłownie nie odkleja się od człowieka. Jest gadatliwy, obyty z kocią etykietą i bardzo sympatyczny.
Po obserwacji okazało się, że kocurek oddaje mocz na raty, a jego ogon zachowuje się jak bezwładny. Życie kocurka nie oszczędzało, chłopak miał:
– ognisko grzybicy na skórze,
– podwyższone pH moczu,
– osad w moczu, który okazał się pasożytem capillaria plice, co nieczęsto się zdarza,
– śrut w brzuchu,
– przerwany rdzeń u nasady ogona (ogon musiał zostać amputowany)
– głęboką ranę na łapie, która opornie się goiła.
Przynajmniej wyniki krwi miał ok, nie ma FIV ani kociej białaczki wirusowej.
Silver został adoptowany, rekonwalescencję po zabiegu mógł dokończyć już w swoim własnym mieszkaniu. :)


Burasia

Buraska przeżyła wypadek, po którym nie otrzymała pomocy. Przez kilka miesięcy żyła z bólem i dyskomfortem podczas poruszania.

Nie mamy wątpliwości, że kotka kiedyś miała dom i opiekuna. Jest niesamowicie kontaktowa, bardzo garnie się do ludzi. Nie mamy pojęcia co się wydarzyło, że wylądowała na ulicy. Musiała nauczyć się przetrwać, a sądząc po liście jej urazów na pewno nie było łatwo, za to było dużo bólu i cierpienia.

Oko ze zrostem i blizną po urazie rogówki, bardzo silna kulawizna spowodowana złamaniem miednicy oraz uraz kręgosłupa, który grozi uciskiem na rdzeń kręgowy…

W pierwszej kolejności konieczne było zajęcie się miednicą, bo uraz powodował ból. Niestety, stare złamanie nie nadawało się do rekonstrukcji. Wyglądało to tak, jakby kość udowa została z dużą siłą wbita w miednicę łamiąc ją. Mogło to być wynikiem zarówno upadku z niezabezpieczonego okna lub balkonu, jak i uderzenia przez samochód. Doktor wykonał dekapitację główki kości udowej. Ulga była widoczna od razu. Choć świeżo po operacji, już na drugi dzień zaobserwowałyśmy, że Burasia porusza się o wiele sprawniej, jest radosna i o wiele weselsza. Kilka dni po operacji kotka zaczęła rehabilitację pod okiem Justyny, zoofizjoterapeutki Sprawne Łapy.

Strażak

Strażak. Kocur przeszedł tragedię, jego dom spłonął, a on uciekł z pożaru zbyt późno, by nie odnieść poważnych obrażeń. Kocur miał poparzenia I, II i III stopnia. Futerko w całości jest przystrzyżone ogniem, spalone są uszy, końcówka ogonka, wąsy, nosek i łapki.



Trikolorka

Kotka z ogródków działkowych została zgłoszona do kastracji wraz z 3 innymi kotami. Okazało się, że oprócz rutynowego zabiegu wymaga usunięcia chorego oka. Uraz był stary i paskudnie się goił.

Kotka po rekonwalescencji wróciła w miejsce bytowania.


Niebieski

Niebieski miał być kotką w ciąży. Od początku miał duży, pękaty brzuszek. Podczas wizyty u weterynarza okazało się, że jest kocurkiem i to wnętrem – z jednym klejnotem schowanym głęboko w kocie. W otrzewnej był niestety płyn. Badania wskazywały na nieprawidłowości w obrębie wątroby. Ostatecznie zapadła decyzja o otwarciu kota.

Doktor wykonał biopsję wątroby, a przy okazji poszukał zaginionego jajka. Okazało się, że Niebieski jest jeszcze większą zagadką niż sądziliśmy. Obydwa nasieniowody prowadziły do jednego jądra. Takiego wnętra jeszcze nie mieliśmy.

Druzgocące wyniki biopsji dostaliśmy przed Sylwestrem. Wątrobę niszczy proces zwyrodnieniowy, mamy do czynienia z marskością, część komórek jest w stanie zapalnym (niebakteryjnym) – proces postępuje. Niewiele możemy zrobić. Kot dostaje leki wspomagające regenerację wątroby, jednak proces zwyrodnieniowy przebiega szybciej niż odnawianie się komórek.

Jedną z prawdopodobnych przyczyn, podanych w laboratorium, jest działanie substancji toksycznych w przeszłości, jednak proces jest przewlekły i jest brane pod uwagę także uwarunkowanie genetyczne.

Niebieski był bardzo towarzyskim kotem, wszędzie za nami łaził i domagał się uwagi. Odszedł sierpniu 2020, spędził z nami kilka miesięcy.



Teodor

 

Teodor trafił do nas po wypadku komunikacyjnym z połamaną miednicą oraz zerwanym splotem barkowym, przez co musiał mieć amputowaną przednią łapkę. Miał też stare, źle zrośnięte złamanie kości udowej sprzed kilku miesięcy – po tamtym wypadku nie otrzymał pomocy.

Teodor przeszedł u nas dwie operacje, najpierw składanie połamanej miednicy, potem amputację łapki. Biedny był, ale już następnego dnia rano po zabiegu amputacji zastałyśmy zdemolowaną klatkę i kota szarpiącego za kratki: „Dlaczego jestem znowu zamknięty?”

Obiecałyśmy mu, że zrobimy wszystko, żeby nie miał już więcej takich przejść, a ostatnie z większych przeżyć, które go jeszcze czeka to przeprowadzka i aklimatyzacja we własnym domu. Takim z prawdziwego zdarzenia, z kochającym i odpowiedzialnym człowiekiem, który nie narazi kota na błąkanie się po ulicach miasta i po wypadku nie udzieli pomocy.

Teodor ma cudowny charakter, lata za człowiekiem jak piesek, jest niesamowicie kontaktowy i wielki z niego pieszczoch. Doskonale dogaduje się również z kotami i jest w stosunku do nich bezkonfliktowy. Świetnie dogada się z innym, młodym kotem skorym do zabaw, jednak niekoniecznie z typem bardzo przebojowym, który może się zapomnieć w zbyt intensywnej zabawie w zapasy.

Teodor znalazł dom i zamieszkał we Wrocławiu.


Kesz – kotka z rakiem w uszach, nieoperacyjnym nowotworem odbytu i guzem na listwie mlecznej. Dlaczego walczymy? Bo czuje się dobrze, ma doskonały apetyt i po po prostu – chce żyć.
kesz

Koty specjalnej troski, które leczyły się w naszym szpitaliku w roku 2013 możecie zobaczyć tutaj (album na facebooku), a w roku 2014 – tutaj. Kilka kotów z początku roku 2015 można też podejrzeć tutaj.



Ela

Burasia trafiła do nas na leczenie i diagnostykę, niestety miała zaawansowanego raka trzustki. Była bardzo dzielną i kochaną pacjentką, od razu zdobyła nasze serducha.


Plecak

Plecak trafił do nas na wyleczenie rozległej rany na plecach. Proces gojenia mógłby trwać znacznie krócej, jednak Plecak osiągnął mistrzostwo w jej rozdrapywaniu. Pełne zagojenie trwało kilka miesięcy, aby utrudnić Plecakowi rozdrapywanie rany zrobiliśmy mu koszulkę ochronną ze starych kalesonów. :) Plecak w maju 2020 roku został adoptowany.